piątek: 18.10.2019 imieniny: Hanny, Klementyny, Łukasza   
eKartki:
ostatnio dodana
najpopularniejsza

Zasłyszane:
Myślenie to najcięższa praca i pewno dlatego nie cieszy się zbytnią popularnością.



O nas
Historia klubu
Było, nie minęło?
Ludzie
Kontakt
Aktualności
Nowości na stronie
Aerobik
Filmy
Galeria Pod śrubką
Koło modelarskie
SFOR
Szkółka szachowa
Teatr
Taniec
Wakacje ze śrubką
Warsztaty
Bajkowe Spotkania Teatralne
Festiwal Nauki i Sztuki
Cztery Pory Roku
Konkurs Modeli "śrubka"
Szachy w Galerii
Lasek
Konferencje Naukowe
Katowice Dzieciom
Ponad Granicami
Dzieci - dzieciom
Plener malarski
Inne
Twórcy
Biblioteka
Kawiarenka internetowa
Artykuły
Zaprosili nas
Kontr(a)wersje
Sporysz
Regionalia
Tam byliśmy
Prowincja
AKF NAKRĘTKA
Radio internetowe VIS
Kółko Cnót Wszelakich
Remont Klubu
eKartki









Działalność    Warsztaty    literackie literackie
DAJĘ SŁOWO
warsztaty literackie

I.  Ogólne wiadomości z teorii literatury – rodzaje i gatunki literackie.
II.  Dramat od antyku do Mrożka – konstrukcja i język gatunków
                dramatu w kolejnych epokach (dramat antyczny, misteria
                i jasełka, szkoła Szekspira, francuskie komedie, Fredro,                 Słowacki, Szaniawski, Beckett, Mrożek…). Tworzenie                     pastiszu wybranego dramatu z odniesieniem do                     współczesności.
III.  Gatunki epickie – mit,  legenda i podanie, powiastka filozoficzna,
                powieść, nowela, opowiadanie, humoreska – cechy                     gatunkowe, język; próba tworzenia własnych tekstów .
IV.  Liryka – sztuka zwięzłego trafiana w sedno sensu – gatunki ( pieśń,
                hymn, sonet, fraszka, wiersz rymowany i biały, gatunki                 graniczne: bajka, ballada, …); środki stylistyczne w liryce –                 sposoby tworzenia, własne teksty.
V.   Wybór najciekawszych tekstów do konkursów literackich.
Barbara Kasprzyk


Prezentacja literacka uczestników zajęć:
Esej o masoretach
      
    Chlubimy się tysiącletnią tradycją chrześcijaństwa w Polsce. To niewiele na tle kilku tysięcy lat dziejów przymierza Boga z człowiekiem. Pan Bóg objawił się Abrahamowi i wybrał go na swego sługę. Właściwie Abraham był, można rzec, poganinem. O Bogu, który się mu objawił, nie mógł przeczytać w żadnej z ksążek, przynajmniej nam nic o tym nie wiadomo. Po prostu zaufał i powód tego zaufania musiał być oczywisty. To nie własne sumienie mówiło do niego, ale jakaś ponadnaturalna osoba. Zanim Abraham doświadczył głosu prawdziwego Boga, żył w aramejskiej rodzinie i miało to wpływ na każdą dziedzinę życia, również na pobożność.
       Spotkanie Abrahama z Bogiem zmieniło losy rodziny. Póżniej nadanie prawa zmieniło rodzinę w naród. Naród otrzymał tożsamość i mógł tę tożsamość zapisać w niezwykłym piśmie złożonym z  dwudziestu dwóch spółgłosek.
       W ogóle pismo fonetyczne to jedno z największych osiągnięć ludzkości. Aby pismo stało się odzwieciedleniem mowy, rodzaj ludzki potrzebował całych wieków, a może tysiącleci. Jest jednak pewien pożytek z pisma obrazkowego - można je odczytać, chociaż języki zaniknęły. Obraz i pismo obrazkowe to swoisty język eperanto.
       Księgi mówiące o przymierzu człowieka z Bogiem były pisane hebrajskim pismem spółgłoskowym. Nie przewidziano w nim ani samogłosek, ani przerw pomiędzy wyrazami. Wydaje się, że ten fakt prawie całkowicie ograniczył możliwość czytania Starego Testamentu przez przeciętnego człowieka. Powstała również potrzeba przekazywania treści Biblii z pokolenia w pokolenie. Praktycznie, bez nauczenia się tekstu Słowa Bożego na pamięć, nie można było odczytać hebrajskiego tekstu Starego Testamentu. Gdyby zawiodło choćby jedno pokolenie uczonych, nie poznalibyśmy treści przymierza.
       Pewnym ratunkiem przed zaginięciem znajomości odczytania ksiąg Starego Testamentu były tłumaczenia na inne języki. Nie zmienia to jednak faktu, że zanim powstały uznane tłumaczenia, jak np.Septuaginta, mogło upłynąć ok. 1000 lat.
       Mówimy o narodzie o dłuższej historii niż nasza, narodzie, który doświadczył wielu wieków wygnania i braku własnego państwa. Ich stolica była doszczętnie burzona ponad 17 razy.
Jako naród rozumiemy,że jest sacrum i profanum - to co święte i to co pospolite. Myślę o tym, jak wielkim sacrum musiał być dla Żydów hebrajski tekst Starego Testamentu. Zadziwia zgodność pokoleń poprzez ponad dwa tysiąclecia, aby zachować dla potomnych treść przymierza.
       Dopiero około dziewiątego wieku naszej ery tekst Starego Testamentu został przygotowany do czytania przez prostego człowieka. Prace nad tym trwały przez około 800 lat.
       Myślę więc o krótkim moim życiu… Czy mam taką pasję, którą ktoś będzie kontynuował?
       Może nie o pasję tu chodzi, ale o Tego, kto stoi ponad moimi drogami.
Bogusław Helbin


Felieton
Zauważamy, że wiele spraw wokół nas się zmienia. Kiedy wchodzę do szkoły podstawowej mojego syna, widzę uczniów biegających z szybkością elektronów. Wydaje się, że nikt nad tym nie panuje. W końcu rozbrzmiewa dzwonek i ten dzwonek zaprowadza odrobinę porządku. Większość elektronów zatrzymuje się przed swoimi klasami i po chwili spokojnie zamykają się za nimi drzwi.
Jak być dobrym nauczycielem w takich czasach? Czy dobry nauczyciel powinien być pobłażliwy, czy raczej wymagający?
Miałem wielu nauczycieli, ale pamiętam tylko kilku.  Spośród tych, których pamiętam, jedna osoba wywarła na mnie szczególny wpływ. To była bardzo wymagająca nauczycielka. W jej zachowaniu nie było pogardy czy lekceważenia. Jej siła polegała na połączeniu słusznych wymagań z oczywistą akceptacją.
Minęło od tamtych czasów wiele, wiele lat. Kiedy dzisiaj wchodzę do średniej szkoły, trudno się odnaleźć, ponieważ nikt nie zwraca na mnie uwagi. Młodzież żyje sobą i czuje się w samym centrum wydarzeń.
Jeżeli są dzisiaj tacy nauczyciele jak tamta polonistka, to z pewnością młodzież słucha ich tak samo, jak myśmy słuchali. Jest jednak coś więcej. Akceptacja może dać siłę potrzebną do godnego życia. Sam tego doświadczyłem.
Bogusław Helbin

Dokąd idę…
Dokąd idę
przez mgłę, wiatr, burzę,
po słonecznym promieniu
dokąd zmierzam?

Czy dość we mnie wiary
w sens drogi?
Nie umiem zobaczyć,
co jest u kresu.

I ten trud wędrowania –
czasem zbyt duży.
Upadam pod jego ciężarem
I znów się podnoszę,
bo jest we mnie nadzieja.

Uczę się cieszyć chwilą,
ale nie jestem błyskotliwym uczniem,
ciągle zapominam,
gubię się we mgle,
czepiam się nieuchwytnego promienia,
spadam w przepaść
i znów wracam
na widoczny trakt,
lecz … czy właściwy..                      BarKa
Witaj wybrzeże
[ w obrazie S. Slivki ]

Jestem łupinką
na pełnej mroku,
blasku, barw
fali.

Widzę w oddali brzeg,
do którego zmierzam,
ale jest tak odległy,
niewyraźny.
Niespokojne niebo
zwielokrotnione odbiciem w falach
mój niepokój odzwierciedla.

Jednak złote przebłyski wyciszają i koją.
Coraz bliżej ląd.

BarKa

Obraz Slavomira Slivki
Zielone wzgórza zachęcają do oglądania.
Wiejskie drewniane płotki nie zagradzają.
Jasna przestrzeń łączy się z radosną zielenią.
Niebo wpadło w zachwyt i chmurki się zazieleniły.
Życie jest zielone, radość jest żółta, a czarny płotek jest naturalny i sympatyczny.
Jest trochę odcieni czerwieni. Puste plamy zastanawiają się, co się tam dzieje.
Ten obraz jest jak proste, radosne życie. Są blaski i cienie, ale przeważa kolor nadziei.
BOGUSŁAW HELBIN

Śnieg
[ Z powodu Pamuka]
Otula, przykrywa, chroni,
rozjaśnia , umila,
wyzwala radość,
chęć działania,
prowokuje zabawę.

Ziębi, moczy,
powoduje, że kostniejesz,
zwala się lawiną, zabija,
zasypuje, zawala, zagradza,
odcina od świata.

Ustala status quo,
od którego nie ma ucieczki,
dopóki nie nadejdzie pomoc, odwilż.

W urodzie swojej
i potworności
może trwać zbyt długo…
                                                        [BarKa]
Warsztaty literackie, Śrubka, 5 stycznia 2011.

     Zajęcia z plastyki prowadzone przez Mirka Ciślaka były dla mnie inspirującą przygodą. Kiedy zaczynałem malować, zapominałem o tym, co trudne, i skupiałem się na tym, co piękne, szkicowane, malowane. Każdy wyrażał siebie poprzez to, co robiliśmy. Mirek zadbał o różnych statystów, instalacje, materiały do zajęć.
Przychodził w końcu ten trudny moment, kiedy nasze prace były oceniane. Mirek oglądał, radził, czasami pochwalił. Dzięki tym zajęciom stałem się twórcą, kimś nowym, bardziej wrażliwym.
      Zajęcia z Tomkiem Gaworem były również ciekawe i twórcze. Więcej czasu poświęcaliśmy relacjom, rozmowom, a później tworzyliśmy. Rewelacyjnie malowało mi się w plenerze. Tomek doradzał i był jak przyjaciel, który chce mojego sukcesu.

Bogusław Helbin

    Patrzę na plakat z dziewczyną idącą przez pustynię. Na jej plecach wisi wielki karabin. Myślę o narodzie żydowskim, jaka daleką przebył drogę.
W moim narodzie Żydzi kojarzą się z chałatami i długimi pejsami. Kobiety żydowskie w ogóle z niczym mi się nie kojarzą.
    Żydowska dziewczyna ubrana jest podobnie jak dziewczyny idące na plażę. Pewnie idzie gdzieś na posterunek graniczny pomiędzy Izraelem a strefą Gazy.
Jeśli coś w narodzie żydowskim jest mi bliskie, to właśnie to, że walczą i są twardzi wobec wrogów. Przypominam sobie powstanie Bar – Kochby, w którym cały naród izraelski walczył o wolność. Taki mały naród przeciwko potędze Rzymu. Po tym powstaniu Izraelici byli mniejszością w ziemi nazwanej w Biblii „ziemią Izraela”.
    Nie znam osobiście wielu Żydów. Jacy to Żydzi, skoro po wielu latach życia w Polsce odnaleźli żydowskie korzenie. Odnaleźli korzenie i zostali w obcym kraju?
Gdybym odnalazł swoje korzenie wśród Hebrajczyków to chciałbym wziąć karabin na plecy i iść na posterunek.
    W ogóle to żałuję, że w naszym narodzie nie jest tak jak w Izraelu.
Myślę sobie również o naszym Zbawicielu: czy nie zbeształby mnie, gdyby widział mnie idącego z karabinem na plecach.
    Patrzę na plakat, na którym nie widać twarzy dziewczyny idącej przez pustynię. Czarne loki mówia mi, że z pewnościa jest to Żydówka. Może jej dziadowie uciekli z Polski. Kto nauczył ich walczyć? Przecież to Żydzi, którym chłopcy rozbijali szyby po wyjściu z kościoła.
    Dziadek, widząc brodatego mężczyznę w telewizji, wykrzykiwał; Icek, Icek.
    W moim mieście nie ma już synagogi. Ci, którzy mają żydowskie korzenie boją się pokazywać wśród osób sprzątających żydowski cmentarz. Ubolewam nad nimi, bo nie mają karabinu i nie idą przez pustynię.

Bogusław Helbin


PIESKIE ŻYCIE (felieton)
       Czy myśleliście kiedyś o sensie frazeologii związanej ze słowem pies? Jest zastanawiający. No bo niby „pies najlepszym przyjacielem człowieka”, ale z drugiej strony sformułowania „pieskie życie”, „psia pogoda” czy „zejść na psy” nie są bynajmniej znaczeniowo nacechowane pozytywnie. A i teksty „zda się psu na budę” i „na psa urok” czy wreszcie określenie mianem ‘psów’ tych, którzy śledzą i pilnują, tę moją refleksję potwierdzają.
       To jak właściwie jest z tym naszym stosunkiem do psów? Niektórzy twierdzą, że nie ma co sobie zawracać nimi głowy, bo przecież nie mają duszy. I cóż z tego, że najwierniejszy człowiek jest „wierny jak pies”? Nie odwzajemniamy psiego oddania. Wiele naszych zachowań o tym świadczy.
       Ot, weźmy na przykład pod lupę sytuację poczciwych czworonogów w naszym mieście(choć sądzę, że w innych miastach niekoniecznie jest lepiej). Od lat narzeka się, że psie odchody zanieczyszczają trawniki i chodniki, szczególnie w obrębie osiedli. Ci, którzy nie mieszkają z czworonożnymi przyjaciółmi, psioczą(!) na opiekunów zwierząt, że nie sprzątają po swoich ulubieńcach. Miasto pobiera obowiązkowy podatek od czworonogów, lecz nie czyni nic, aby pomóc ich  właścicielom w utrzymaniu czystości.
       To znaczy…przepraszam…coś uczyniono: ustawiono wokół trawników na osiedlu kilka zielonych metalowych koszy i wysłano płacącym podatki po dwie papierowe torebki… Właściciele piesków nie przejęli się zaproszeniem do sprzątania. Jednak nawet gdyby to uczynili, ich działanie spełzłoby na niczym. Nikt bowiem nie pomyślał, jak usuwać z tych koszy psie ekskrementy. Zabrane  z  chodników i trawników, „psułyby” powietrze, tkwiąc w metalowych koszach. Poza tym spora grupa tych, co to zawsze chętnie podrzucą innym „kukułcze jajo”, uznała, że można w te pojemniki wrzucać wszelkie możliwe śmieci, byle tylko nie były wywożone „z domu, za opłatą”.
       I tak oto idea sprzątania po pieskach umarła śmiercią naturalną. Gdzieniegdzie jeszcze sterczą wraki owych zielonych koszy, ale nawet „pies z kulawą nogą” się nimi nie interesuje.                                                                      
                    
BarKa
PS
        Podobno w odnowionym parku odpowiednie kosze są systematycznie opróżniane. Jest więc nadzieja!

    Jadąc autostrdą przez Polskę, mijam zjazdy, wiadukty, kładki dla pieszych. Kiedyś podróże trwały o wiele dłużej, mijałem małe domki, uliczki, ludzi.
    Wygodniej jest jechać drogą szybkiego ruchu. Niedługo nowo budowany odcinek połączy Kielce i Skarżysko. Przestanę widzieć ludzi idących obok drogi, kieleckie domki.
    Patrzę na wypasione bryki stojące na światłach awaryjnych. Z dumą dociskam gaz w moim super Oplu. Moja maszyna ma już 12 lat i ciągle sunie po starych i nowych drogach.
    Z pewnością to wyróżnienie widzieć odcinki starych dróg, mijać miasteczka i wioski. Niedługo będę mijał tylko zjazdy, wiadukty, i kładki dla pieszych. Obok toczyć się będzie życie w małych miasteczkach i wioskach.
    I dobrze, że super bryki psują się tak samo często jak stare samochody.
Bogusław Helbin


Humoreska
Znowu rzucono mi pod nogi kłodę. Pomyślałem, że zrobię użytek z tej kłody. Postawiłem tę kłodę pionowo, wziąłem dłuto i zacząłem rzeźbić. Postanowiłem wyrzeźbić syrenkę. Widziałem taką nad Wisłą w Warszawie.
      Drewnianym młotem i wielkim dłutem oddłubywałem kawał po kawałku. Nie wiem, jak to się działo, ale drewno samo podpowiadało mi, gdzie przyłożyć dłuto i jak mocno uderzyć.
Wyrzeźbiłem piękną syrenkę, mój ideał kobiecego piękna. Może była podobna do mojej żony, a może nie.
       Kupił tę syrenkę przechodzień za równowartość nowego Lancera. Mam więc nowego Lancera, mój ideał piękna, bo przecież lepiej mieć dobry samochód niż piękna syrenkę.
Bogusław Helbin


        CHAOS
Jestem rozmyślony.
Jak ciasto w mikserze na szybkich obrotach
pomieszane są myśli,
ale są w mojej głowie.
Nie mogę ich złączyć,
choć cały czas próbuję.
Każda myśl jest inna
i nie ma złączenia.
                
Sebastian Łukańko

                   DZIŚ
Dziś świat wywołuje moją złość.
Chcę, aby mrok przysłonił mój świat.
Chcę go nie znać, chcę o nim zapomnieć.
Wiem, że ten mrok jest z mojego wnętrza.
Chciałbym, aby wpadła tam mała iskierka nadziei.
I żeby oświetliła mi moją drogę do szczęścia i radości.
A może to słońce już jest we mnie…
Chcę, by rozświetliło się nad moim wnętrzem.
Niech wybuchnie.
Niech zaleje świat blaskiem…
blaskiem, który będę oglądał w każdy nowy dzień.
Ale, niestety, to tylko sen…
                                                                                            
Tomasz Murański
                                                Sebastian  Łukańko
                                                 Barbara Kasprzyk


Klub śrubka Zywiec

powrót

  ostatnia aktualizacja: 29.06.2019 19:49:06 Copyright ©2003-2006 Stowarzyszenie Kulturalne "prowincja"