czwartek: 19.10.2017 imieniny: Michaliny, Michała, Piotra   
eKartki:
ostatnio dodana
najpopularniejsza

Zasłyszane:
Myślenie to najcięższa praca i pewno dlatego nie cieszy się zbytnią popularnością.



O nas
Historia klubu
Było, nie minęło?
Ludzie
Kontakt
Aktualności
Nowości na stronie
Aerobik
Filmy
Galeria Pod śrubką
Koło modelarskie
SFOR
Szkółka szachowa
Teatr
Taniec
Wakacje ze śrubką
Warsztaty
Bajkowe Spotkania Teatralne
Festiwal Nauki i Sztuki
Cztery Pory Roku
Konkurs Modeli "śrubka"
Szachy w Galerii
Lasek
Konferencje Naukowe
Katowice Dzieciom
Ponad Granicami
Dzieci - dzieciom
Plener malarski
Inne
Twórcy
Biblioteka
Kawiarenka internetowa
Artykuły
Zaprosili nas
Kontr(a)wersje
Sporysz
Regionalia
Tam byliśmy
Prowincja
AKF NAKRĘTKA
Radio internetowe VIS
Kółko Cnót Wszelakich
Remont Klubu
eKartki









Po godzinach    Artykuły Artykuły
Anioły i ... stóze (3)

Osobnym jakby rozdziałem „aktywności obywatelskiej” jest gotowość do konfabulacji i przekazywania opinii przez samych pracowników swoim zwierzchnikom. Zjawisko to, jak pamiętam, towarzyszyło mi w działalności i pracy od samego początku.
Przypominam sobie panią Urszulę J. – sprzątaczkę z lat 80 i 90 tych ubiegłego stulecia, która rozpoczynała już o 6.00 rano swój dzień pracy słuchając nagranych na „kasecie” – polskich godzinek. Około godziny 7.00 po spełnieniu potrzeby duchowej, natchniona  w pełnej gotowości do spełniania swego realnego posłannictwa dla obowiązującej rzeczywistości, przystępowała do „pracy”. Mając dostęp do telefonu informowała kierowniczkę działu socjalnego Halinę Ć. o wszelkich zauważonych przejawach działalności i zaobserwowanych dnia poprzedniego moich działaniach w Klubie. Oczywiście dysponując określonym zasobem wiedzy i poziomem wykształcenia, najczęściej przekazywane informacje miały charakter konfabulacji. Aby być wiarygodnym, wieści te zapewne ozdabiane były swoiście pojętą retoryką. Kiedy przychodziłem do pracy na godzinę 9.00 bieżące „zarzuty” zwierzchników również nie pojmujących sensu naszej działalności, były gotowe. Dzień zaczynałem od prób wytłumaczenia się z prowadzonych działań. Najczęściej nic z tego nie wynikało, gdyż zarówno pani sprzątaczka jak i powierniczka jej przemyśleń, kierowniczka służb socjalnych Fabryki Śrub, nie miały „brązowego pojęcia” o działalności kulturalnej. Tym trudniejsze do zrozumienia były formy prowadzonych działań, które aktywizowały młodych ludzi do działalności w kulturze. Pamiętajmy przecież, że wszelka aktywność społeczna w ówczesnym czasie była pod kontrolą wszechobecnej władzy. Zwyczaje informowania zwierzchników pani Urszula J. przeniosła na nowe miejsce pracy w strukturach miejskich. Tym razem telefonowanie do pracowników Żywieckiego Ośrodka Kultury następowało o godzinę później – o godzinie 8.00. Dla tamtych ludzi informacje te były niezwykle ważne, gdyż model działalności Klubu śrubka był zupełnie niezrozumiały w nowych strukturach władzy. Szczególnie aktywnym odbiorcą tych informacji był kadrowy ŻOK-u – Jan. G. Od tych poufnych informacji nie stroniła ówczesna księgowa – Jolanta W. przekazując niemal natychmiast wszelkie uwagi członkom zarządu miasta. Informacje te ułatwiały zarządowi miasta podejmować decyzje zmierzające do degradacji Klub „śrubka”.
Ten zwyczaj przejęły kolejne panie zatrudniane na tym stanowisku w różnych strukturach miejskich. Budowano świat kultury wg opinii sprzątaczek. Nie mam nic do uczestnictwa każdego człowieka w działaniach kultury. Jednak ostro protestuję przeciwko angażowania dyletantów do oceny merytorycznej naszej pracy. A jednak zwierzchnicy chętnie na to przystawali.
W tym czasie zaktywizowała się znana sporadycznie we wcześniejszych okresach instytucja „głuchych telefonów’. Był to sposób sprawdzania obecności nas – pracowników Klubu śrubka w biurze, przy telefonie. Moim zdaniem taki sposób kształtowania relacji pracowniczych zaprzecza prawdziwej, merytorycznej aktywności pracowniczej. Ale przyzwyczajenia z minionych okresów są trwalsze niż wiedza merytoryczna. Aktywność w sferze „głuchych telefonów” zmalała po odejściu na emeryturę pani Zofii P. mocno popieranej przez władze miasta w składzie których był również jej mąż Tadeusz P. To przykład kolejnej kreacji pracowniczej, chociaż nie mogę jednoznacznie stwierdzić czy też inne osoby np. ze struktury Zespołu Zamkowo – Parkowego nie wykorzystywały tego sposobu kontroli. Wiem natomiast, że zdarzały się i to częste przypadki obserwowania aktywności Klub poprzez liczenie okien pomieszczeń w których dostrzeżono włączone oświetlenie.
Swoiście pojętym spełnianiem obowiązku obywatelskiego była współpraca pani Haliny O. przy organizacji jednej z dorocznych imprez dziecięcych. W wyniku jej aktywności inna pani, jej koleżanka Jolanta G. z Urzędu Miejskiego, przez okres co najmniej połowy każdego roku otrzymywała bieżące informacje o działalności Klubu, naszych opiniach i komentarzach. Starania te doprowadziły do wyłączenia tej imprezy z Klubu „śrubka” do innego klubu, po to by w efekcie imprezę tę zlikwidować.
Proceder donoszenie nie ograniczał się jedynie do sfery pracowniczej. Był związany również z szerszym spektrum aktywności Klubu. Z chwilą rozpoczęcia emisji programów radiowych z Klub śrubka wśród miejscowych elit nastała panika. Bo jak później dowiedziałem się w żywieckim browarze budowane było studio radiowęzłowe wyposażone w stereofoniczną aparaturę, co dawało niemal natychmiast możliwość, po przyłączeniu nadajnika możliwość emisji programów radiowych. I wtedy, jakby pod pretekstem poszukiwań określonej literatury radiowej, w Klubie śrubka zjawił się wysłannik tamtych ośrodków decyzyjnych. Janusz C. poszukiwał publikacji prasowych na temat sprzętu elektronicznego w bogatym, jak na owe czasy zbiorze czasopism fachowych zgromadzonych w „śrubce”. I jakby od niechcenia wykazał zainteresowanie naszym radiem. Niczego nie przeczuwając, pokazałem warunki w jakich realizowane są te audycje radiowe. Nasze warunki były siermiężne i ich stan uspokoił nieco konkurencję. My natomiast kontynuowaliśmy realizację audycji radiowych. Po pewnym czasie lokalni decydenci stwierdzili, że najwyższy czas zakończyć funkcjonowanie tego radia. Wykazali się „odpowiedzialnością obywatelską” uprzejmie donosząc do Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej w Katowicach – Bytkowie o funkcjonowaniu tego radia. W tym czasie nadawanie naziemne nie wymagało jeszcze koniecznych zezwoleń. Jednakże proces uprawomocnienia tej sfery aktywności następował i dawał również nam możliwości usankcjonowania radia. W sytuacji donosu nasze próby uprawomocnienia działalności radia zostały zablokowane. W trakcie kontaktów z inspektorami Państwowej Agencji Radiokomunikacji spotkaliśmy się z przychylnością a zarazem współczuciem. Stąd też nasza wiedza o inspiratorach tego donosu.

Inny, dość częstym zjawiskiem było odwiedzanie mnie w godzinach popołudniowo – wieczornych przez znajomych, przedstawiających się jako moi dobrzy znajomi czy wręcz przyjaciele. Przypadki takie odnotowywałem w czasach, kiedy klubem administrowała Fabryka Śrub. Wtedy niektórzy aktywiści wysyłali swoich kolegów (podobno i moich) by wysondować moje opinie o aktualnych wydarzeniach w firmie. Wysłannicy ci czynili to jakby mimo woli z dala od ORMO czy innych organizacji. Nasilenie tychże odwiedzin nastąpiło w czasie, kiedy zostałem wybrany radnym miejskim. Wtedy grono odwiedzających i przepytujących mnie wzrosła do olbrzymich rozmiarów. I nie oburzałbym się, gdyby podejmowano ze mną dyskusję na argumenty. Ale w sytuacji, kiedy rozmówca zgadza się z moimi, dość kontrowersyjnymi niejednokrotnie opiniami, postawa taka wzbudzała we mnie każdorazowo podejrzenia. Znosiłem to, bo jako radny musiałem być gotów na wszelkie przejawy aktywności obywatelskiej. Oprócz prób wyłuskania ze mnie informacji o przedsięwzięciach Rady Miasta, część wysłanników próbowała uzyskać informacje o mojej opinii w określonych zakresach. W turnieju nazwanym grą interesów ważna była wiedza o poglądzie kolejnego radnego, a szczególnie przewodniczącego komisji kultury. Niemal codziennie odwiedzali mnie różnoracy wysłannicy chcąc uzyskać informacje pozwalające przetrwać na swoich stanowiskach czy stanowiskach zlecających to zadanie.  Były to zróżnicowane rozmowy, dyskusje, próby przekonywania nawet dość prywatnymi argumentami. Nie będę przytaczał przykładów, gdyż na samo wspomnienie dostaję „gęsiej skórki”. Chęć sprawowania władzy zdobytej za wszelką cenę czyni z ludzi postacie prosto z lektury kryminalnej. W gruncie rzeczy chodziło o informacje na temat moich reakcji wobec działań w mieście, wśród rządzących czy w instytucjach samorządowych. Specyficzne to tchórzostwo, gdyż mocodawcy, wiedząc o tym, że za każdym razem wypowiadam szczerze własne sądy, mogli sami przyjść i wysłuchać tego, co ich interesuje. Ale widocznie przyzwyczajenia z minionych okresów są silniejsze niż własna osobista odwaga.


Włodzimierz Zwierzyna


<<  <  94/143  >  >>

  ostatnia aktualizacja: 31.08.2017 13:28:42 Copyright ©2003-2006 Stowarzyszenie Kulturalne "prowincja"