środa: 18.10.2017 imieniny: Hanny, Klementyny, Łukasza   
eKartki:
ostatnio dodana
najpopularniejsza

Zasłyszane:
Myślenie to najcięższa praca i pewno dlatego nie cieszy się zbytnią popularnością.



O nas
Historia klubu
Było, nie minęło?
Ludzie
Kontakt
Aktualności
Nowości na stronie
Aerobik
Filmy
Galeria Pod śrubką
Koło modelarskie
SFOR
Szkółka szachowa
Teatr
Taniec
Wakacje ze śrubką
Warsztaty
Bajkowe Spotkania Teatralne
Festiwal Nauki i Sztuki
Cztery Pory Roku
Konkurs Modeli "śrubka"
Szachy w Galerii
Lasek
Konferencje Naukowe
Katowice Dzieciom
Ponad Granicami
Dzieci - dzieciom
Plener malarski
Inne
Twórcy
Biblioteka
Kawiarenka internetowa
Artykuły
Zaprosili nas
Kontr(a)wersje
Sporysz
Regionalia
Tam byliśmy
Prowincja
AKF NAKRĘTKA
Radio internetowe VIS
Kółko Cnót Wszelakich
Remont Klubu
eKartki









Po godzinach    Artykuły Artykuły
Ciucubabka – lekceważenie czy niekompetencja?

Znowu doświadczam, znanych mi z zaprzeszłych i teraźniejszych okresów zjawisko pozornego zainteresowania się człowiekiem, sprawą, problemem przez tzw. „władzę” czy lokalną prasę. We współczesnych postawach zarówno tych, którym przypadło sprawowanie władzy jak i dziennikarzom lokalnej prasy dominuje powierzchowne, wręcz lekceważące traktowanie obywateli czy problemów wynikających z ich wegetacji czy aktywności. Stąd też ośmielam się stwierdzić, że obywatelskie społeczeństwo Europy jest dla nas zjawiskiem zupełnie niepojętym.

W postawach nam współczesnych dominuje przyzwyczajenie wyniesione z zaprzeszłych czasów. Władza, osiągnięta w walce wyborczej używając wszelakich dozwolonych i niedozwolonych argumentów, w świadomości „wybranych”, jest absolutna i niepodzielna w okresie 4 lat. Radni wszelkich poziomów władzy unikają kontaktów z wyborcami. Nie prowadzą też dyskusji z osobami aktywnymi w różnych sferach życia społecznego. Dominuje etatystyczne postrzeganie aktywności społecznej i niemal niezmienna wiara w opanowanie wszelkich przejawów życia społecznego przez struktury biurokratyczne urzędów. Struktury te powołane zostały jednakże w zupełnie innym celu niż do tych jak są na co dzień wykorzystywane. Mają służyć obywatelowi, podatnikowi. Mają ułatwiać życie każdemu z nas. Rozmawiając z mieszkańcami, którzy koniecznością zmuszeni są do odwiedzania tychże urzędów w wypowiedziach stale i niezmiennie dominuje bojaźń wobec urzędnika, obawa o załatwienie jakiejkolwiek sprawy. Zadaję sobie pytanie. Kiedy społeczeństwo, w tym również urzędnicy, zrozumie ogólną prawidłowość cechującą wspólnoty obywatelskie Europy. To urząd i jego urzędnicy rozwiązują problemy mieszkańców, wspomagając ich radą i sprawnością przy załatwianiu spraw. W naszej praktyce jest zupełnie odwrotnie. Urząd i urzędnik dominują w życiu codziennym szarego obywatela.

Jednakże nie byłbym sobą, gdybym nie odważył się tychże postaw odnieść do sfery kultury samorządowej. W nieskończoność niemal powtarzam prostą i przejrzystą formułę dookreślającą pojęcia „kultura”. Kultura to relacja ”twórca – dzieło sztuki – odbiorca”. To dynamiczny proces intelektualny i emocjonalny wypływający z tejże relacji. Wielu nam współczesnych w dalszym ciągu „kulturę” pojmuje jako zespół zachowań i umiejętności pozyskanych w procesie wychowania i edukacji, poszerzony o artykułowane potrzeby z tychże postaw wypływające. Najczęściej są to potrzeby konsumpcyjne. Przynajmniej bardziej lub mniej świadomie w sposób towarzyszący wizytom w super – marketach prezentowane.
W codziennych zabiegach władzy dostrzegam coraz częściej skłonności do tworzenia materialnych, dostrzegalnych również przez przypadkowych obserwatorów, dowodów kultury. I dobrze byłoby, gdyby dbałość o obiekty z jednej strony wynikała z aktywności intelektualnej lokalnej społeczności, a z drugiej strony stan ten dostarczał trwałych impulsów do aktywności intelektualnej mieszkańców miasta. Jak na razie renowacja wybranych jedynie obiektów kultury trwa. Gorzej jest z rzeczywistą aktywnością intelektualną mieszkańców. Młodzież szkolna wtłoczona w edukacyjny „wyścig szczurów”, tak naprawdę nie rozumie zupełnie swojej sytuacji kulturowej swą aktywność wyrażając w agresywnych najczęściej próbach obrony własnej (nie do końca uświadomionej) wolności. Nie istnieje w naszej społeczności grupa mieszkańców rzeczywiście stanowiących intelektualną „czołówkę” tegoż społeczeństwa. W obawie przed utratą i tak nisko płatnej pracy, a częściej „układów i koneksji” pozwalających na spokojne przeżywanie codzienności, lepiej unikać jakichkolwiek przejawów intelektualnej czy społecznej aktywności. No chyba, że w strukturach do tego wyznaczonych przez „panującą władzę”. I tu jakby nic się nie zmieniło. „Mierny, bierny ale wierny” okazuje się najlepszym sposobem na codzienną intelektualną wegetację.
Młodzi ludzie wyjechali już do różnych krajów Europy. To w nich jest nadzieja na wykreowanie społeczeństwa obywatelskiego, w którym dyskusja, rozmowa, dialog są stale towarzyszącym sprawującym władzę, narzędziem pracy w służbie dla lokalnej społeczności. Nadzieja, to jedynie wyrażanie oczekiwań. Gorzej jest z realiami dnia codziennego. Jedynie procesy kulturowe w wyniku których następować będzie asymilowanie najlepszych rozwiązań w funkcjonujących społecznościach lokalnych Europy są szansą na zmiany mentalności współczesnych. Jest to już zauważalny proces, który wbrew intencjom współczesnych organizatorów życia społecznego będzie się rozwijał. Najważniejszym jest rozpoczęcie jakiegokolwiek dialogu.
Nie pomoże nam w kreowaniu tego procesu, zapewne lokalne czy regionalna prasa. Inne środki komunikacji w sposób bardzo ograniczony wpływają na codzienność tak odległych od centrów, społeczności. Tworząc nowe, alternatywne formy komunikacji społecznej dajemy szansę przyśpieszenia rozwoju. Nie możemy zapominać, że społeczeństwa obywatelskie mają o wiele większą szansę pozyskiwania środków unijnych, do których dostęp przeciętnego obywatela jest utrudniony funkcjonowaniem wszechmocnych struktur zbiurokratyzowanej władzy. Szkoda tylko, że miejscowy biznes tak niechętnie spoziera na próby aktywizowania społeczno – kulturalnego w naszej „małej ojczyźnie”. To przecież nasz wspólny, bardzo dobry interes. Jedynie otwarcie się na dialog w każdym obszarze funkcjonowania społeczeństwa (dialog – wymiana gospodarcza) daje szansę szybkiego i zrównoważonego rozwoju.
Obserwują szarą i siermiężną często, rzeczywistość, wydaje mi się, że do osiągnięcia tychże celów ciągle jest nam bardzo daleko. A kolędnicy, najczęściej wyłącznie „przebierańcy” życzą wszystkim tego samego. Już od czasów sięgających początków XIX wieku. Tradycja jest ważna. Ale współczesność musi jedynie z tej tradycji czerpać fragmentarycznie wartości związanie z kształtowaniem osobowości człowieka, nie ograniczając jego szybkiego rozwoju.


Włodzimierz Zwierzyna


<<  <  89/143  >  >>

  ostatnia aktualizacja: 31.08.2017 13:28:42 Copyright ©2003-2006 Stowarzyszenie Kulturalne "prowincja"