środa: 13.12.2017 imieniny: Dalidy, Juliusza, Łucji   
eKartki:
ostatnio dodana
najpopularniejsza

Zasłyszane:
Pędząc tak ciągle do przodu, pamiętajmy: Ziemia jest okrągła.

Andrzej Majewski




O nas
Historia klubu
Było, nie minęło?
Ludzie
Kontakt
Aktualności
Nowości na stronie
Aerobik
Filmy
Galeria Pod śrubką
Koło modelarskie
SFOR
Szkółka szachowa
Teatr
Taniec
Wakacje ze śrubką
Warsztaty
Bajkowe Spotkania Teatralne
Festiwal Nauki i Sztuki
Cztery Pory Roku
Konkurs Modeli "śrubka"
Szachy w Galerii
Lasek
Konferencje Naukowe
Katowice Dzieciom
Ponad Granicami
Dzieci - dzieciom
Plener malarski
Inne
Twórcy
Biblioteka
Kawiarenka internetowa
Artykuły
Zaprosili nas
Kontr(a)wersje
Sporysz
Regionalia
Tam byliśmy
Prowincja
AKF NAKRĘTKA
Radio internetowe VIS
Kółko Cnót Wszelakich
Remont Klubu
eKartki









Po godzinach    Artykuły Artykuły
Biurokracja w kulturze

Postępująca demokratyzacja życia społecznego w Polsce wprowadza wręcz konieczności udostępniania danych dotyczących gospodarowania środkami publicznymi, ich sposobu gromadzenia, podziału i nadzoru nad ich wydawaniem. Oprócz nadzoru sprawowanego przez radnych na poszczególnych szczeblach władzy samorządowej, powstaje samoistnie i równolegle, administracyjny system ograniczający społeczny nadzór nad tymi środkami poprzez tworzenie kolejnych poziomów nadzoru nad sprawowaną władzą.
W zakresach określonych kompetencjami poszczególnych szczebli władzy samorządowej funkcjonują dość szczegółowe rozstrzygnięcia formalno prawne zapisane w określonych ustawach. Jednak i tu rodzi się struktura nowej „super-władzy” kreowanej przez rządną kierowania, administrację. Przyzwyczajenie to przeniesione z poprzednich okresów historycznych, z czasów PRL, skłania do bezpiecznego politycznie i biurokratycznego zarządzania społeczeństwem przez ośrodki władzy skupione w strukturach partii. Administrowanie sferą życia społeczno-kulturalnego wydaje się dla wielu osób, żyjących w nieodległej przeszłości, niemal koniecznością. Daje to przecież nowej, wybranej w demokratycznych wyborach władzy samorządowej poczucie stabilizacji i całkowitego nadzoru, nad sferą bardzo kłopotliwą i trudną do pełnego nadzoru. W innych zakresach funkcjonowania samorządu terytorialnego kompetencje są dość czytelne i proste w biurokratycznej realizacji. Są określone zadania własne samorządów lokalnych, a wszelkie nieprawidłowości weryfikowane w nadzorze prawnym i kompetencyjnym określonego terytorialnie, wojewody.

Zupełnym nieporozumieniem dla większości struktur władzy samorządowej jest aktualnie realizowane zadanie własne dotyczące sfery tzw. kultury. Brak i wielokrotnie słusznie, jakiegokolwiek nadzoru w tym zakresie, z jednej strony zapewnia szeroki, zawsze z nadzieją oczekiwany, obszar działań w kulturze – obszar wolności, z drugiej zaś strony pozbawione merytorycznej i społecznej weryfikacji, powoduje pełne upolitycznienie podległej określonej grupie sprawującej władzę działalności kulturalnej. Zjawisko pogłębia się wobec niekompetencji pracowników administracji samorządowej, jak i życzeniowej wręcz postawy, tym bardziej niekompetentnych radnych. W tej sytuacji następuje zupełnie przypadkowe kreowanie kultury na prowincji wg wyobrażeń radnych często chorobliwie „ambitnych” wizjonerów.

Potraktowanie przez ustawodawcę, sfery kultury samorządowej nie jako spotkania człowieka z drugim człowiekiem w procesie odkrywanie w sobie wartości uniwersalnych lecz jako przedsiębiorstwa, którego zasadniczym zadaniem jest przynoszenie zysków, szczególnie w przypadku małych ośrodków kultury, jest wręcz zabójcze dla prawdziwej aktywności kulturalnej społecznych animatorów czy uczestników procesu. Tragicznym jest fakt, że ustawa o samorządzie przypisuje najniższym szczeblom zarządzania lokalnego obowiązek prowadzenia działalności kulturalnej, która najczęściej przerasta intelektualnie, „zarządców” wartościami. Tak pojęty obowiązek samorządu, daje potencjalne możliwości dla administracji samorządowej do uprawiania „lokalnej polityki kulturalnej”.

Konieczność ciągłego udowadniania własnych racji wobec istniejących, rzeczywistych potrzeb w tym obszarze, przez animatorów kultury, jest drogą usianą niezliczoną liczbą wniosków, druków, formularzy w których należy opisać swoje zamiary. Szczególne utrudnienia stawia administracja samorządowa wobec projektów na które potrzebne są czasem niewielkie nakłady w sytuacji, gdy funkcjonowanie lokalnych samorządów wiąże się z powszechnym brakiem środków finansowych, a przerastają one intelekt administratorów. Dlatego też ta administracja broniąc swoich biurokratycznych interesów wespół z radnymi - utrudnia, a coraz częściej uniemożliwia dostęp do śladowych środków finansowych przeznaczonych na działalność kulturalną. Pogłębieniem negatywnych zjawisk w zakresie finansowania kultury jest ustępująca już recesja w gospodarce. Dzięki niej w świadomości przedsiębiorców problem finansowania kultury na szczeblu lokalnym został zmarginalizowany, dzięki czemu zmniejszył się radykalnie dostęp do środków prywatnych przedsiębiorców. Również brak ulg finansowych dla sponsorów wspierających kulturę paraliżują inne, niezależne działania animatorów kultury.

Opisana powyżej sytuacja, to moje osobiste doświadczenia związane z narastaniem przejawów głębokiego kryzysu sfery funkcjonowania kultury w Polsce. Przyczyna tego stanu leży w politycznych przetargach na szczytach władzy jak i przedmiotowym traktowaniu kultury zarówno przez same społeczeństwo jak i wybranych w powszechnych wyborach – radnych poszczególnych szczebli władzy samorządowej.

Tak tragiczny stan ekonomicznych podstaw działań w sferze kultury ma swój początek w ustawie o finansach publicznych, kluczowej dla reformowanych struktur administracji państwa, po 1989 roku. Instytucje kultury zostały w niej zaliczone do tak zwanych zakładów budżetowych, które zobowiązano, by zarabiały dwukrotnie więcej pieniędzy, niż otrzymywały z budżetu. Na muzealników, kuratorów galerii i dyrektorów teatrów padł wówczas blady strach, bo żadna instytucja nie była w stanie spełnić tego wymogu. Dochody własne były maksimum w wysokości jednej trzeciej pieniędzy tych instytucji w przypadku aktywnie funkcjonujących i posiadających już określoną rangę w strukturach instytucji kultury. Błąd ten poprawiono, ale nie do końca, gdyż do dnia dzisiejszego nie wytrzymało próby czasu wiele instytucji kultury, szczególnie w lokalnych strukturach samorządowych z dala od dużych aglomeracji. Wsparcie finansowe samorządów na zasadzie ratunku interwencyjnego należało do rzadkości. A proces likwidacji kolejnych placówek kultury w okresie głębokiego kryzysu finansów publicznych otrzymuje kolejne uzasadnienie moralne i ekonomiczne.

Innym rozwiązaniem na wskroś biurokratycznym, były wcześniejsze zapisy znowelizowanego kodeksu pracy nie biorącego pod uwagę specyfikę pracy w instytucjach kultury. Zapis te uniemożliwiał wręcz pracę w soboty i niedziele, kiedy zasadniczym celem pracy instytucji kultury jest realizacja zadań wolnoczasowych.

Kolejnym, absurdalnym rozwiązaniem formalno prawnym w kulturze była konieczność realizacji przetargów na sponsorów jak i na współpracę z poszczególnymi twórcami kultury. Zarówno chęć sponsorowania kultury przez zewnętrzne ośrodki wspierania, jak i chęć współpracy wybitnych postaci kultury z różnorodnymi ośrodkami, są tak niedostrzegalne, że nawet myśl o takich rozstrzygnięciach jest nie do zrealizowania. Rozstrzyganie tych problemów poprzez procedurę zamówień publicznych jest kompletnym absurdem polskich legalistów i monetarystów pragnących opisać działalność kulturalną poprzez rozstrzygnięcia czysto biurokratyczne.

Wszystkie jednostki – instytucje kultury, począwszy od pierwszych chybionych inicjatyw ustawodawczych pani minister Cywińskiej, aż do pełnej realizacji liberalno – likwidacyjnej wizji kultury pani minister Wnuk – Nazarowej traktowane są jako dziecko niechciane. Obecny minister, sprawia wrażenie przejętego realizacją zmian w szeroko pijętej sferze kultury. Jednakże po przebiegu ubiegłorocznego Kongresu Kultury Polskiej obawiam się, że sprawujący rządy liberałowie, chcą przy udziale szerokiego spektrum ludzi kultury, być może wbrew poglądom Pana ministra, wprowadzić dalsze mechanizmy wolnorynkowe prowadzące do degradacji kultury samorządowej. Decydenci zapominają, że liberalne rozwiązania w sferze kultury nie przynoszą stabilizacji i rozwoju. Decyzją znowelizowanej wersji ustawy - teatry, filharmonie, muzea, galerie ośrodki kultury na każdym szczeblu zarządzania traktowane są jak każdy inny podmiot gospodarczy produkujący samochody, gwoździe czy odlewy hutnicze. Podatek VAT na niektóre sfery działalności kulturalnej wynosi jeszcze 0%, ale również dzięki tym zapisom prawnym, instytucje kultury nie mogą dokonać odliczenia od podatku zapłaconego w cenie zakupów czy usług na rzecz tych dziwnych przedsiębiorstw.

Determinacja, z jaką kolejne ekipy rządzące, bez względu na orientacje polityczne, wprowadzały tak nieudolne rozwiązania formalno – prawne, skłania mnie do przekonania o przemyślanej realizacji celowej wyniszczającej polityki kulturalnej wobec polskiego społeczeństwa. Stan działań w kulturze i dla kultury ma wręcz „zapach spisku”, a na pewno świadczy o nieudolności decydentów na każdym stopniu zarządzania kulturą i w każdym politycznym zestawieniu elit rządzących.

Współczesna sytuacja kultury sprawia, że z jednej strony polityczni dysponenci środków na każdym szczeblu zarządzania zawłaszczyli sobie patent na kierowanie kulturą, a z drugiej strony, cały obszar aktywności w kulturze traktowany był jako kultura jubileuszy i promocji poszczególnych wręcz osobistości prowincjonalnego życia samorządowego. Innym utrudnieniem funkcjonowania kultury jest degradacja pojęcia prawa i praworządności zarówno na poziomie krajowym jak i lokalnym. Ilość afer i przestępstw w życiu społecznym i gospodarczym naszego kraju, w zakresach dość szczegółowo i systemowo nadzorowanych przez organy kontrolno – rewizyjne, nie pozwala na podjęcie jakiejkolwiek dyskusji o kulturowej promocji systemu wartości, który jest sprzeczny z uprawianym w polityce liberałów relatywizmem moralnym.

Dzięki temu kontynuacja dotychczasowego systemu kultury wypełniającego aktualny model społeczno polityczny kraju, z dnia na dzień pozbawia Polaków, dostępu do ośrodków promocji wiedzy i kultury zarówno w obszarach lokalnych jak i krajowych.

Bez jednoznacznego zwrotu w polityce kulturalnej państwa, bez określenia wizji strategii dla kultury połączonej z jasnymi i prostymi zasadami jej finansowania, obecna sytuacja opisana zostanie jedynie w tysiącach stron projektów, programów, wniosków o finansowanie, protokołów rozstrzygnięć konkursów czy przetargów oraz sprawozdań z nie istniejących realizacji w kulturze. Na rzeczywiste działania zabraknie zarówno czasu, finansów jak i energii realizatorów. W tym przypadku wirtualna kultura jest jedynie polityczną grą pozorów która nie prowadzi do trwałych rozstrzygnięć w tym zakresie. Jest to tym bardziej upokarzające, że weszliśmy w struktury Unii Europejskiej. A przecież kultura może być w dalszym ciągu naszym atutem narodowym. I to nie tylko ta zaprzeszła, ale towarzysząca naszej codzienności.
W innym przypadku po nas może pozostać sterta papieru i „czarna dziura” polskiej niemożności kulturalnej niespokojnego czasu przełomu wieków i tysiącleci.

Włodzimierz Zwierzyna


<<  <  23/143  >  >>

  ostatnia aktualizacja: 31.08.2017 13:28:42 Copyright ©2003-2006 Stowarzyszenie Kulturalne "prowincja"